sobota, 30 lipca 2016

Od Hayden cd: Phil'a

- Rozumiem, że ja teraz również będę mógł zatrzymać naszyjnik... - odparł szczerząc się szeroko.
- Zapomnij! - krzyknęłam i zmarszczyłam brwi, znów zapadła cisza, a ja spoglądałam cały czas na naszyjnik.
- Dlaczego tak Ci na nim zależy? - spytał chwytając go i przyglądając dosadnie. 
- Właściwie to nie Twój interes, ale widzę, że bardzo chcesz wiedzieć.Otóż należał do mojej matki... - w tym momencie się zacięłam i zapatrzyłam w dal, po chwili jednak kontynuowałam. - Dostałam go przed jej śmiercią. - dopowiedziałam i na tym się skończyło, więcej nie musiał wiedzieć, ale przyjrzał się biżuterii. Nie wiem co sobie myślał, szczerze może nie chciałam się dowiadywać. Przełamałam się w końcu i spytałam. - O czym myślisz? - nie odpowiadał tylko przyglądał mi się, co on chce tam zobaczyć? A może mam coś na twarzy? - Coś nie tak? - spytałam marszcząc brwi. Spojrzałam na swoją rękę i stwierdziłam, że nie wygląda tak źle, postarał się też żeby wyglądało to w miarę estetycznie, ale i tak czułam się osłabiona. Może faktycznie to dobrze, że mnie zaniósł na ten stół, nie wyrządziłam sobie przynajmniej większej szkody. Spojrzałam w górę i jak się okazało chłopak dalej mi się przyglądał, było to swoją drogą trochę krępujące.


Phil? 



Od Phil'a cd: Hayden

Spało mi się nawet dobrze, do czasu... Usłyszałem ciężkie, głębokie oddechy nad moją głową. Leżałem chwilę nasłuchując, lecz później natychmiast się obróciłem i wstałem. Rudowłosa dziewczyna kucała nadal. Obok niej była już kałuża krwi. Trzymała się cały czas za rękę. Ukucnąłem przy niej i wziąłem jej rękę, obejrzałem, a później wstałem i zacząłem grzebać w moich bibelotach.
- Phil... Ja... - zaczęła dziewczyna ciężko łapiąc oddech.
- Uspokój się, chcesz wody? Napij się, koło Ciebie stoi butelka, zaraz znajdę bandaż - powiedziałem przerywając jej. Posłusznie podniosła butelkę zdrową ręką. Po chwili podszedłem do niej z bandażem i jakąś buteleczką. Wyciągnąłem swoją dłoń, aby ona podała mi swoją. Gdy to zrobiła oblałem jej rękę zawartością buteleczki. To było coś w rodzaju wody utlenionej, po czym zacząłem owijać ją bandażem.
- Trzeba będzie to zszyć. Nie jestem w tym dobry, ale raz to już robiłem, decyzja należy do Ciebie kto naprawi ranę. Krew niedługo powinna przestać lecieć i będzie można przejść do zabiegu - oświadczyłem, po czym spojrzałem na nią. Była najwyraźniej nieco wyczerpana całą sytuacją.
- Pierwszy raz widzę, żebyś mówił coś z taką powagą - odparła i uśmiechnęła się.
- Ja, pierwszy raz widzę Cię w tak zapłakanym stanie... - zażartowałem i zapewne by mnie lekko uderzyła gdyby nie rozcięta dłoń. Zaśmiała się.
- Jak coś s*ieprzysz, to Cię zabiję - powiedziała wyrażając zgodę na to, abym zszył jej ranę. Wziąłem ją na ręce i posadziłem na stole. Właściwie, to na czymś, co przypominało stół, taki, roboczy.
- Nogi mam zdrowe - zwróciła mi uwagę, gdy szukałem igieł i nici.
- Wiem - odwróciłem się do niej i puściłem jej oczko. Westchnęła pod nosem. Podszedłem do niej i zacząłem odwijać bandaż, powoli. - Może zaboleć - dodałem. Ona zdążyła tylko otworzyć usta, kiedy już wbiłem igłę i zacząłem pracę. Powstrzymała się od powiedzenia czegokolwiek, właściwie to ja ją trochę powstrzymałem. Wykonywałem tą czynność z uwagą i starałem się być jak najbardziej delikatny i opanowany. Kątem oka widziałem, jak Hayden patrzy się to na mnie, to na swoją rękę zaciskając zęby. Rozluźniła się nieco dopiero w połowie. W końcu ręka była zszyta. Może nie idealnie, ale na pewno poprawnie, w miarę. Zabrałem swoją dłoń spod jej dłoni i patrzyłem jak ją ogląda.
- Dzięki - odparła.
- No dobra, a teraz przejdźmy do rzeczy, gdzie scyzoryk? - zapytałem
- Aaa - zawahała się, a ja założyłem ręce na klatce piersiowej.
- No tak, mogłem się najpierw o to zapytać... - zacząłem.
- Przestań! - zaśmiała się - Nie udawaj, że tak Ci na nim zależy... - powiedziała śmiejąc się i lekko kopnęła mnie nogą, po czym ja również się zaśmiałem. Miałem nadzieję, że teraz dziewczyna mi ufa. No cóż, w końcu uratowałem ją. Uśmiechaliśmy się do siebie przez chwilę.
- Rozumiem, że ja teraz również będę mógł zatrzymać naszyjnik.... - powiedziałem, choć i tak znałem odpowiedź.
- Zapomnij! - krzyknęła, po czym zapadła chwila ciszy

< Hayden? >

Od Hayden cd: Phil'a

Rozeszliśmy się w ciszy, ale dalej mnie gryzł fakt, że musiałam mu oddać naszyjnik, niemniej jednak prowadziło to do kolejnego spotkania. Nie miałam jakoś określonego miejsca, w którym spałam, więc po prostu wdrapałam się na drzewo obok strumyka i usadowiłam się wygodnie, no wygodnie to rzecz względna, ale jednak zawsze coś. Nie sypiam dużo, jednakże tym razem przymknęło mi się oko, nie mam pojęcia jak długo spałam, ale z tego błogiego stanu wyrwał mnie głośny trzask, nie wiem co się stało, niemniej jednak podskoczyłam i spadłam z drzewa, w desperackiej próbie zatrzymania się przed upadkiem wbiłam trzymany w dłoni scyzoryk w pień drzewa, ale złamał się i jedyne w czym mi pomógł to w ranie która swoją drogą zatrzymała mnie przed uderzeniem w ziemię, aczkolwiek przebiła na wylot mi dłoń. Przeklinając głośno chwyciłam zdrową ręką grubą gałąź nade mną i podciągnęłam się do góry, wyrywając tym samym dłoń z ostrza, które utkwiło w pniu. Prawdę mówiąc krew leciała tak szybko, że pode mną zaczęła tworzyć się mała kałuża. Zsunęłam się jakoś na ziemię i właściwie jedyne miejsce gdzie mogłam się udać to warsztat Phila, nie mając zbytnio wyboru to tam się skierowałam, nieudolnie tamując krew wpadłam do prowizorycznego budynku i przykucnęłam przy śpiącym chłopaku, dotknęłam drżącą ręką jego twarzy chcąc go obudzić, przez dłuższą chwilę nie reagował, czułam się coraz gorzej, ale nie wydaje mi się żebym mogła wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk...


Phil? (no wiesz, pomożesz "damie" w potrzebie?)

Od Phil'a cd: Hayden

Dziewczyna podała mi naszyjnik w kształcie gwiazdy. W środku były jakby dwa smoki i... diament? Tylko czy prawdziwy... Przytrzymałem go chwilę w ręku przyglądając się mu. Później spojrzałem na nią. Najwyraźniej na coś czekała. Stała z założonymi rękami. Uśmiechnąłem się.
- To, do zobaczenia, Hayden - pożegnałem ją. Puściłem do niej oczko na pożegnanie, odwróciłem się i wróciłem do siebie. To było bardzo ciekawe spotkanie. Naprawdę poprawiło mi humor po tych wszystkich nieudanych rozmowach tego dnia. Gdy wszedłem do garażu obejrzałem niektóre narzędzia, lecz wcale o nich nie myślałem. Przeniosłem kilka na inne miejsce. Zatrzymałem się przy moim motorze. Patrzyłem na niego przez dłuższą chwilę, po czym położyłem się na moim... Nie nazwałbym tego łóżkiem. Na pewno na Ziemi nie mieliśmy luksusów. Zwłaszcza ja, w moim warsztacie. Bo, kto normalny śpi w warsztacie. To był mój drugi dom. "Łóżkiem" nazywałem kilka grubych kocy i poduszek. Może nie było mi bardzo miękko, ale nie narzekam. Kilka poduszek w rogu zupełnie mi wystarczało, mogłem się oprzeć, a przynajmniej nigdy nie będę spał za długo. Było okej. Postanowiłem, że pomyślę o czymś lepszym, jak już się tu bardziej zadomowię. Położyłem się więc w rogu mojego warsztatu i jeszcze raz wziąłem naszyjnik dziewczyny do ręki. Przyglądałem się mu i rozmyślałem trochę nad tym jak się spotkamy, ale też o zupełnie innych rzeczach z nią nie związanych. Jak będzie wyglądała nasza dalsza misja na Ziemi, kogo jeszcze tutaj spotkam... Jakiś czas potem wyjrzałem na zewnątrz, robiło się już ciemno. Wyszedłem jeszcze na chwilę i usiadłem na brzegu wejścia. Sowa zahuczała, na niebie pojawiło się już kilka gwiazd. Stwierdziłem, że ja również zakończę już ten dzień. Wszedłem więc z powrotem do środka i pozamykałem to, co się dało. Następnie schowałem sobie naszyjnik pod koszulkę i poszedłem spać...

< Hayden? >

piątek, 29 lipca 2016

Nowy tropiciel!



Od Hayden cd: Phil'a

- Niech Ci będzie, dostaniesz coś. - odparłam po chwili milczenia, a chłopak uśmiechnął się szeroko i patrzył na mnie jak szczeniak, który dostanie swoją pierwszą kostkę. Złapałam za naszyjnik i przytrzymałam go chwilę w pięści, a potem zdjęłam go przez głowę i dodałam. - Jak go zgubisz, to znajdę inne zastosowanie co do tego scyzoryka. - roześmiał się, a ja podałam mu mój jedyny skarb. Dostałam go od matki, tuż przed jej śmiercią, właściwie to tylko to mi zostało, reszta moich rzeczy jest na Statku. 


Patrzyłam z bólem serca jak zakłada go sobie na szyję, ale stałam twardo zaciskając szczęki z udawanym uśmiechem.
- Nie przyzwyczajaj się do niego. - mruknęłam zakładając dłonie na piersi. Mogłam sobie darować ten scyzoryk, ale nie, bo przecież bym nie wytrzymała. Miałam to sobie za złe, ale jednak faktycznie ja też oczekuję kolejnego spotkania... Tylko dlaczego?


Phil? 

Od Phil'a cd: Hayden

Od całej tej sytuacji chciało mi się śmiać. Nie wiedziałem w co ona gra, ale nie miałem zamiaru tak łatwo odpuszczać. Ukucnęła. Podszedłem do niej, a ona właściwie jakby tylko na to czekała.
- Zgodzę się na to pod jednym warunkiem - zacząłem, a ona wstała i odwróciła się do mnie.
- Tylko jednym? - zapytała ironicznie
- Chyba, że będziesz się źle czuła z tym, że zabrałaś mi scyzoryk i traktujesz go jak swoją własność. Wtedy coś wymyślę - odparłem.
- No dobra, nie udawaj, że ta afera ze względu na jeden scyzoryk jest aż taka potrzebna - powiedziała.
- Oczywiście, że nie jest, ale ja również czegoś chcę. Czegoś, żeby nie tylko mi zależało na naszym następnym spotkaniu. Chcę, czegoś od Ciebie. Coś, co mi będzie o Tobie przypominało - oświadczyłem. Wyglądała na dość zaskoczoną, ale i wesołą.
- Masz tyle dziewczyn, że potrzebujesz "czegoś" by je zapamiętać? - zadrwiła
- Nazywasz siebie "moją" dziewczyną? Miło, naprawdę, ale...
- Dobra, dobra, nie pochlebiaj sobie - przerwała. Staliśmy chwilę w ciszy. Miałem nadzieję, że to ona ją przerwie. Słychać było tylko cichy szum strumyka. Patrzyliśmy to na siebie, to na wodę, to na drzewa, ale nikt nic nie mówił, w końcu ona przemówiła...
- Niech Ci będzie, dostaniesz coś - westchnęła i spojrzała na mnie. Wyprostowałem się, uśmiechnąłem i czekałem, na to moje "coś"...

< Hayden? >
Theme by Violett