Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phil. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2016

Od Phil'a cd: Hayden

Dziewczyna wyszła. Znowu. Ta sytuacja powtarza się już kilka razy, a ja za każdym razem idę za nią. dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Może dlatego, że kilka chwil temu trochę jej powytykałem. Może dlatego, że ona potrzebuje ode mnie odpocząć... A może ja mam to gdzieś... Może po prostu nie chcę ryzykować, że już jej nie znajdę... Te myśli nie dawały mi spokoju. Kopnąłem leżącą na ziemi puszkę, która z hukiem uderzyła o ścianę warsztatu. Odwróciłem się. Zaczęło padać. Mocno padać. Mnie jednak, to nie obchodziło. Wybiegłem z warsztatu. Rozejrzałem się. Wybrałem kierunek i zacząłem biec w tą stronę. W końcu zatrzymałem się. Ujrzałem przed sobą rudowłosą dziewczynę siedzącą na ziemi. I ja, i ona byliśmy cali mokrzy. Rozpadało się bowiem nie na żarty. Stanąłem w odpowiedniej bezpiecznej odległości. Dziewczyna mnie nie dostrzegła, do czasu. W pewnej chwili odwróciła się do mnie i otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, jednak chwilę potem zamknęła je. Zaczęliśmy do siebie podchodzić powoli, małymi kroczkami, po czym zaczęliśmy biec, aż spotkaliśmy się. Położyła dłoń na moim policzku. Była bliska płaczu. Wyszeptała coś w stylu "Przepraszam", ale nie zwróciłem na to uwagi. Woda z nas spływała, a my zachowywaliśmy się, jakby świeciło słońce. Zbliżyłem się do niej i delikatnie pocałowałem ją. Jej usta były chłodne, ale słodkie. Chciałem, aby ta chwila trwała wiecznie, jednak trwała tylko kilka sekund. Mimo wszystko zdążyłem ją delikatnie objąć, a ona założyła mi ręce na szyję. Po krótkiej chwili spojrzeliśmy na siebie. Na mojej twarzy pojawił się ten mój uśmieszek. To wcale nie musi być dramatyczna opowieść, a my, nie musimy stać w deszczu jak kołki i pozwalać, by z naszych oczu płynęły łzy. to jest nasza chwila, nasz noc. Kocham ją i chcę, aby się uśmiechała, nie płakała. Taka jest prawda. Zrozumiałem to dopiero teraz, ale zrozumiałem. Przez moja głowę przepływało setki myśli z prędkością światła. A tymczasem minęło dopiero kilka sekund od naszego, pierwszego pocałunku...

< Hayden? >

Od Phil'a cd: Hayden

Dziewczyna wyszła z mojego warsztatu. Stałem chwilę w miejscu. W ogóle się nie ruszyłem. Szybko wszystko przekalkulowałem i postanowiłem, że takie rozstanie nie wróży niczego dobrego. Postanowiłem ustąpić, tak o mojemu i ruszyłem za nią. Ściągnąłem ją z drzewa i złapałem w ramiona. Wszystko okej, pomijając, że ona o mało co nie złamała mi szczęki!
- Uspokój się! - krzyknąłem przytrzymując jej ręce
- To mnie puść! - wrzasnęła wściekła
- Najpierw, trochę pogadamy... - zacząłem.
- Chciałam, ale Ty nie chcesz mi nic powiedzieć!
- Nie chciałem wszczynać jeszcze większej kłótni wygarniając Ci, że przesadzasz, że Tobie wolno robić dowcipy, ale mnie nie! Że robisz mi wielką łaskę spoglądając na mnie, chociaż kilka godzin temu uratowałem Twoją rękę, chociaż zrobiłem Ci herbatę na zgodę, chciałem, żebyś się nieco rozluźniła... Jakoś wszystko było okej, też się śmiałaś nawet w tej wodzie! To właśnie siedziało mi w głowie! Zadowolona? Nadal uważasz, że to nam tak pomogło? Proszę! Nie mam doświadczenia w rozwiązywaniu kłótni i sporów, zwykle używam do tego siły fizycznej... A ty mi wcale nie ułatwiasz! Chciałbym, żebyś nie zachowywała się jak s*ka, bo nią nie jesteś! Jesteś wyjątkową, piękną i mądrą dziewczyną! Tylko mnie zrozum... - zakończyłem. Hayden milczała. Wypuściłem ją i postawiłem. Kiwnąłem głową i wróciłem do siebie. Oparłem ręce o stół i spuściłem głowę. Nie wiedziałem, czy postąpiłem słusznie, ale i tak już po ptakach. Stanąłem tyłem do wejścia i rozejrzałem się po warsztacie. Spojrzałem na motor, na stół, na koce...

< Hayden? >

wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Phil'a cd: Hayden

Zauważyłem, że dziewczynie już nie jest do śmiechu. Postanowiłem posiedzieć chwilę w ciszy, żeby mogła się uspokoić i wszystko przemyśleć. raz na jakiś czas spoglądałem na nią kątem oka.
- Przepraszam... - powiedziałem w końcu. Spojrzała się na mnie, lecz nic nie powiedziała. - Wyjdź na słońce, będzie Ci cieplej... - zaproponowałem, a ona patrzyła się tylko w dół z gałęzi, na której siedziała. W końcu z niej zeskoczyła i podniosła scyzoryk. Wyciągnęła rękę podając mi go. Miała kamienną minę. Nie wiedziałem, czy to na serio, czy zaraz wybuchnie śmiechem i robi sobie ze mnie jaja. Zeskoczyłem za nią z drzewa. Nie wziąłem scyzoryka, to ja podałem jej rękę.
- Proszę... - dodałem, a ona odpowiedziała.
- Teraz wiem, że nigdy nie powinno podawać Ci rąk.
- Hej... Bez przesady! To tylko głupi dowcip! Hay...
- Przestraszyłeś mnie! Poza tym, przez Ciebie dostanę kataru! Tutaj nie ma apteki za każdym rogiem, tutaj nawet takie rzeczy są niebezpieczne, skąd wiesz, że nie przerodzi się to później w coś poważnego! - mówiła
- Nie wiedziałem, że tak Ci na mnie zależy...- powiedziałem patrząc w ziemię.
- Jesteś okropny! - krzyknęła - Niewiarygodne...
- Dobra, słuchaj, nie możesz twierdzić, że jedna kąpiel wpłynie na Twoje życie! Proszę, daj mi rękę, obiecuję, że bardziej się już nie zmoczysz... - powiedziałem ledwo powstrzymując się od śmiechu. Hayden spojrzała na mnie gniewnie. Opuściła moją rękę i po prostu poszła za mną. Poszliśmy do mnie. Gdy weszła stanęła zaraz na progu. Po chwili podszedłem do niej i okryłem ją kocykiem.
- Napijesz się herbaty? - zapytałem, po czym uśmiechnąłem się ciepło, a ona kiwnęła przytakująco głową. Nie miałem niczego dobrego do robienia herbaty. Stary czajnik, który już ledwo działał, dwa stare kubki i resztka herbaty. Wskazałem jej miejsce, w którym może usiąść. Myślałem nad tym, jakie te dziewczyny są dziwne... Zrobisz jeden głupi żart, a później musisz stawać na głowie, by raczyła na Ciebie spojrzeć. Oczywiście, jej to wolno, nie?! Ledwo powstrzymywałem się od wygarnięcia jej tego wszystkiego. Jeszcze kilka godzin temu ratowałem jej rączkę... Najwyraźniej taka jest nasza rola. Rola facetów...

< Hayden? >

Od Phil'a cd: Hayden

Nastąpiła chwila słabości, nie zaprzeczam, ale ta chwila zamieniła się w... Właściwie to nie wiem co to było. Czułem się... dobrze. Chociaż było naprawdę gorąco. Podniosłem się na nogi i podałem dziewczynie rękę. Kiwnęła głową dziękując. Przetarłem oczy i uśmiechnąłem się szeroko.
- Wiesz, to wszystko przez Ciebie. To Ty mówiłaś o swojej mamie - powiedziałem ocierając oczy.
- Ha! Ale to Ty się mnie zapytałeś o naszyjnik! - odparła z uśmiechem. Stwierdziłem, że skoro już wróciły nam humory, lepiej nie wracać wspomnieniami do przeszłości.
- Zwykle taki nie jestem... - stwierdziłem marszcząc czoło, a ona zaśmiała się. Wyciągnąłem do niej rękę, a ona zapytała zaskoczona:
- O co chodzi? - i podała mi rękę. Nie odpowiedziałem, byłem cały czas uśmiechnięty. Zaprowadziłem ją nad jezioro. - Co to ma być? - zapytała zaskoczona
- Po pierwsze - wskazałem na mój scyzoryk wbity w drzewo, a ona zaśmiała się i zasłoniła twarz dłonią. - Po drugie - spojrzałem w niebo - Jest gorąco, a ja, jestem spocony. Nie wiem jak Ty, ale ja się wykąpię - oświadczyłem.
- Co?! - wykrzyknęła, a ja ściągnąłem koszulkę - Phil!
- No co Ty?! Odwróć się! Chyba nie myślałaś, że będziesz sobie patrzeć... - powiedziałem ze śmiechem, a ona nieco załamana moją postawą odwróciła się i spojrzała na scyzoryk. - Ale, nie odwracaj się - dodałem. Wszedłem dalej do jeziora. Woda była lodowata. W rzeczywistości nie przejmowałem się dziewczyną. Woda nie była tak czysta, a spokojnie sięgała mi za pas. Chociaż wątpiłem, czy odważyłaby się spojrzeć za siebie.
- Po co mnie ze sobą wziąłeś? - zapytała w końcu
- Żebyś oddała scyzoryk! Ja Ci naszyjnik oddałem... Wiesz, nie wiedziałem, że będziesz chciała tak szybko naszego następnego spotkania. Minęło tylko kilka godzin, a Ty już musiałaś się ze mną zobaczyć... - mówiłem, a gdy już się obejrzałem Hayden była na drzewie trzymając w ręku mój scyzoryk. Nieco, uszkodzony. Dziewczyna zeszła z drzewa i odwróciła się widząc, że idę w stronę brzegu.
- Hayden... - zacząłem.
- Tak?
- Mogłabyś mi podać koszulkę? - poprosiłem, a ona westchnęła i podniosła z ziemi mój podkoszulek - Możesz się odwrócić... - powiedziałem. Podeszła do brzegu i wyciągnęła rękę podając mi koszulkę. Złapałem ją za rękę. Wcale nie chciałem żeby mi podawała podkoszulek! Chciałem, aby mi podała rękę, a to był jedyny pretekst, który przychodził mi do głowy. Wciągnąłem ją do wody gwałtownie pociągając za rękę. Hayden krzyknęła przez chwilę, a sekundę później cała mokra wynurzyła się z wody. Wyrzuciłem moją koszulkę z powrotem na brzeg i zacząłem się śmiać. Dziewczyna wyglądała na... może nie złą, trochę zaskoczoną, żądną zemsty... Gdy wytarła sobie oczy zamachnęła się i ochlapała mnie wodą.
- Zimno jest, debilu! - powiedziała przez śmiech. Później oddałem jej i tym razem ja ją ochlapałem. Wyglądała tak, jakby kompletnie nie wiedziała co teraz zrobić...

< Hayden? >

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Phil'a cd: Hayden

Dopiero wtedy zrozumiałem jak bardzo ten naszyjnik jest ważny dla Hayden. Przyglądałem się jej. Zastanawiałem się co mam jej odpowiedzieć, co mam zrobić. Potrzebowałem chwili na przemyślenie sytuacji. Wziąłem naszyjnik jeszcze raz do ręki i oboje się na niego spojrzeliśmy.
- Moja mama też nie żyje - przyznałem. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Myślałem nad tym, czy okazać jej wyrazy współczucia, zrozumienia i oddać jej naszyjnik, czy jednak zatrzymać go przy sobie, ją, przy sobie. Dziewczyna ześlizgnęła się ze stołu.
- Chyba będę musiała iść - powiedziała patrząc się mi nadal w oczy. Zapadła cisza, lecz ona nadal stała w miejscu. W końcu przesunęła się do tyłu nie odwracając wzroku.
- Hayden... - spuściłem z niej wzrok. Otworzyła usta, lecz dopiero po chwili powiedziała
- Tak? - nieco zachwianym głosem. Ściągnąłem z siebie naszyjnik. Potrzymałem go jeszcze w ręce. Ona nadal patrzyła się na mnie, na moje oczy. Po chwili podniosłem głowę i spojrzałem się na nią. Podszedłem do niej powoli i założyłem jej naszyjnik na szyję.
- Wydaje mi się, że nie powinnaś mi go oddawać. Jest dla Ciebie zbyt ważny... Przepraszam - powiedziałem. Ostatnie słowo właściwie wyszeptałem. Zrobiłem krok do tyłu. Z mojego oka pociekła jedna, mała łza. Przypomniała mi się moja mama. Moja kochana, waleczna matka, która miała za miękkie serce dla tego świata, dla mnie... Wcześniej tego nie dostrzegałem. Chciałbym teraz się do niej przytulić, jak nieświadomy pięciolatek i jak głupi dwunastolatek opowiedzieć jej o moich problemach. Wysłuchać jej porad dotyczących dziewczyn, jej przestróg dotyczących niebezpiecznych kolegów... Spojrzałem w górę. "Tak mi tego brak" - pomyślałem. A Hayden nadal się na mnie patrzyła. Wydawało mi się, że ona również jest bliska uronienia łzy...

< Hayden? >

sobota, 30 lipca 2016

Od Phil'a cd: Hayden

Spało mi się nawet dobrze, do czasu... Usłyszałem ciężkie, głębokie oddechy nad moją głową. Leżałem chwilę nasłuchując, lecz później natychmiast się obróciłem i wstałem. Rudowłosa dziewczyna kucała nadal. Obok niej była już kałuża krwi. Trzymała się cały czas za rękę. Ukucnąłem przy niej i wziąłem jej rękę, obejrzałem, a później wstałem i zacząłem grzebać w moich bibelotach.
- Phil... Ja... - zaczęła dziewczyna ciężko łapiąc oddech.
- Uspokój się, chcesz wody? Napij się, koło Ciebie stoi butelka, zaraz znajdę bandaż - powiedziałem przerywając jej. Posłusznie podniosła butelkę zdrową ręką. Po chwili podszedłem do niej z bandażem i jakąś buteleczką. Wyciągnąłem swoją dłoń, aby ona podała mi swoją. Gdy to zrobiła oblałem jej rękę zawartością buteleczki. To było coś w rodzaju wody utlenionej, po czym zacząłem owijać ją bandażem.
- Trzeba będzie to zszyć. Nie jestem w tym dobry, ale raz to już robiłem, decyzja należy do Ciebie kto naprawi ranę. Krew niedługo powinna przestać lecieć i będzie można przejść do zabiegu - oświadczyłem, po czym spojrzałem na nią. Była najwyraźniej nieco wyczerpana całą sytuacją.
- Pierwszy raz widzę, żebyś mówił coś z taką powagą - odparła i uśmiechnęła się.
- Ja, pierwszy raz widzę Cię w tak zapłakanym stanie... - zażartowałem i zapewne by mnie lekko uderzyła gdyby nie rozcięta dłoń. Zaśmiała się.
- Jak coś s*ieprzysz, to Cię zabiję - powiedziała wyrażając zgodę na to, abym zszył jej ranę. Wziąłem ją na ręce i posadziłem na stole. Właściwie, to na czymś, co przypominało stół, taki, roboczy.
- Nogi mam zdrowe - zwróciła mi uwagę, gdy szukałem igieł i nici.
- Wiem - odwróciłem się do niej i puściłem jej oczko. Westchnęła pod nosem. Podszedłem do niej i zacząłem odwijać bandaż, powoli. - Może zaboleć - dodałem. Ona zdążyła tylko otworzyć usta, kiedy już wbiłem igłę i zacząłem pracę. Powstrzymała się od powiedzenia czegokolwiek, właściwie to ja ją trochę powstrzymałem. Wykonywałem tą czynność z uwagą i starałem się być jak najbardziej delikatny i opanowany. Kątem oka widziałem, jak Hayden patrzy się to na mnie, to na swoją rękę zaciskając zęby. Rozluźniła się nieco dopiero w połowie. W końcu ręka była zszyta. Może nie idealnie, ale na pewno poprawnie, w miarę. Zabrałem swoją dłoń spod jej dłoni i patrzyłem jak ją ogląda.
- Dzięki - odparła.
- No dobra, a teraz przejdźmy do rzeczy, gdzie scyzoryk? - zapytałem
- Aaa - zawahała się, a ja założyłem ręce na klatce piersiowej.
- No tak, mogłem się najpierw o to zapytać... - zacząłem.
- Przestań! - zaśmiała się - Nie udawaj, że tak Ci na nim zależy... - powiedziała śmiejąc się i lekko kopnęła mnie nogą, po czym ja również się zaśmiałem. Miałem nadzieję, że teraz dziewczyna mi ufa. No cóż, w końcu uratowałem ją. Uśmiechaliśmy się do siebie przez chwilę.
- Rozumiem, że ja teraz również będę mógł zatrzymać naszyjnik.... - powiedziałem, choć i tak znałem odpowiedź.
- Zapomnij! - krzyknęła, po czym zapadła chwila ciszy

< Hayden? >

Od Phil'a cd: Hayden

Dziewczyna podała mi naszyjnik w kształcie gwiazdy. W środku były jakby dwa smoki i... diament? Tylko czy prawdziwy... Przytrzymałem go chwilę w ręku przyglądając się mu. Później spojrzałem na nią. Najwyraźniej na coś czekała. Stała z założonymi rękami. Uśmiechnąłem się.
- To, do zobaczenia, Hayden - pożegnałem ją. Puściłem do niej oczko na pożegnanie, odwróciłem się i wróciłem do siebie. To było bardzo ciekawe spotkanie. Naprawdę poprawiło mi humor po tych wszystkich nieudanych rozmowach tego dnia. Gdy wszedłem do garażu obejrzałem niektóre narzędzia, lecz wcale o nich nie myślałem. Przeniosłem kilka na inne miejsce. Zatrzymałem się przy moim motorze. Patrzyłem na niego przez dłuższą chwilę, po czym położyłem się na moim... Nie nazwałbym tego łóżkiem. Na pewno na Ziemi nie mieliśmy luksusów. Zwłaszcza ja, w moim warsztacie. Bo, kto normalny śpi w warsztacie. To był mój drugi dom. "Łóżkiem" nazywałem kilka grubych kocy i poduszek. Może nie było mi bardzo miękko, ale nie narzekam. Kilka poduszek w rogu zupełnie mi wystarczało, mogłem się oprzeć, a przynajmniej nigdy nie będę spał za długo. Było okej. Postanowiłem, że pomyślę o czymś lepszym, jak już się tu bardziej zadomowię. Położyłem się więc w rogu mojego warsztatu i jeszcze raz wziąłem naszyjnik dziewczyny do ręki. Przyglądałem się mu i rozmyślałem trochę nad tym jak się spotkamy, ale też o zupełnie innych rzeczach z nią nie związanych. Jak będzie wyglądała nasza dalsza misja na Ziemi, kogo jeszcze tutaj spotkam... Jakiś czas potem wyjrzałem na zewnątrz, robiło się już ciemno. Wyszedłem jeszcze na chwilę i usiadłem na brzegu wejścia. Sowa zahuczała, na niebie pojawiło się już kilka gwiazd. Stwierdziłem, że ja również zakończę już ten dzień. Wszedłem więc z powrotem do środka i pozamykałem to, co się dało. Następnie schowałem sobie naszyjnik pod koszulkę i poszedłem spać...

< Hayden? >

piątek, 29 lipca 2016

Od Phil'a cd: Hayden

Od całej tej sytuacji chciało mi się śmiać. Nie wiedziałem w co ona gra, ale nie miałem zamiaru tak łatwo odpuszczać. Ukucnęła. Podszedłem do niej, a ona właściwie jakby tylko na to czekała.
- Zgodzę się na to pod jednym warunkiem - zacząłem, a ona wstała i odwróciła się do mnie.
- Tylko jednym? - zapytała ironicznie
- Chyba, że będziesz się źle czuła z tym, że zabrałaś mi scyzoryk i traktujesz go jak swoją własność. Wtedy coś wymyślę - odparłem.
- No dobra, nie udawaj, że ta afera ze względu na jeden scyzoryk jest aż taka potrzebna - powiedziała.
- Oczywiście, że nie jest, ale ja również czegoś chcę. Czegoś, żeby nie tylko mi zależało na naszym następnym spotkaniu. Chcę, czegoś od Ciebie. Coś, co mi będzie o Tobie przypominało - oświadczyłem. Wyglądała na dość zaskoczoną, ale i wesołą.
- Masz tyle dziewczyn, że potrzebujesz "czegoś" by je zapamiętać? - zadrwiła
- Nazywasz siebie "moją" dziewczyną? Miło, naprawdę, ale...
- Dobra, dobra, nie pochlebiaj sobie - przerwała. Staliśmy chwilę w ciszy. Miałem nadzieję, że to ona ją przerwie. Słychać było tylko cichy szum strumyka. Patrzyliśmy to na siebie, to na wodę, to na drzewa, ale nikt nic nie mówił, w końcu ona przemówiła...
- Niech Ci będzie, dostaniesz coś - westchnęła i spojrzała na mnie. Wyprostowałem się, uśmiechnąłem i czekałem, na to moje "coś"...

< Hayden? >

sobota, 23 lipca 2016

Od Phil'a cd: Hayden

Bardzo, ale to bardzo nie spodobało mi się to jej „pożyczanie”. Mimo wszystko puściłem jej rękę, do której i tak już ledwo dopływała krew, a gdy poszła obejrzałem moją. Nie było śladu po tych jej pazurkach. Poszła nad rzekę. Obejrzałem się za nią. Właściwie, to nie wiem kiedy mi go odda i gdzie mogę ją znaleźć. „To moja ostatnia szansa, później, mogę już nie odzyskać scyzoryka..” – pomyślałem i rzuciłem się za nią. Siedziała nad wodą. Wsłuchiwała się w cichy szum rzeczki. Stanąłem za nią i czekałem chwilę, a zaraz potem odwróciła się gwałtownie wyciągając scyzoryk.
- Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć… - zacząłem. –Mogłaś powiedzieć, że potrzebujesz czegoś do obrony – powiedziałem delikatnie popychając scyzoryk w dół, po czym spojrzałem na nią. Nie była zachwycona, że znowu mnie widzi. – Wiesz, Hayden, chodzi o to, że chciałem się dowiedzieć, kiedy mój – podkreśliłem – scyzoryk do mnie wróci. Wiesz zapewne, że pożyczając coś ode mnie, chcąc, nie chcąc wymuszasz nasze kolejne spotkanie… - uśmiechnąłem się.
- Poproszę kogoś, żeby Ci go dostarczył. Zadowolony? – spytała, po czym wstała
- Niezbyt mnie zrozumiałaś… Może źle zaczęliśmy, ale wiedz, że gdyby nie to, że jesteś… sobą – spojrzałem w jej zaskoczone oczy – zapewne w najlepszej sytuacji starałabyś się teraz naprawić złamany nos – oświadczyłem, po czym uśmiechnąłem się.
- I co? Mam Ci dziękować za to, że na mnie nie napadłeś? – zapytała ironicznie
- Chcę, abyś wiedziała, że pomimo, iż przychodzisz do mnie i bierzesz mój – znowu podkreśliłem – scyzoryk, ja nadal jestem dla Ciebie miły i, że właściwie powinnaś czuć się wyróżniona, bo wątpię, żeby na tej przeklętej planecie wśród tych palantów znalazł się ktoś taki, komu również darowałbym złamany nos po czymś takim… - zakończyłem. Zaśmiała się.
- No dobrze, czuję się wielce wyróżniona – oświadczyła z ironią. – Coś jeszcze?
- Właściwie to przez cały czas chodzi mi tylko o jedno… Gdzie Cię znajdę? – zadałem jej pytanie, które najwyraźniej mocno ją zdziwiło. Wpatrywała się we mnie, a ja w nią. Staliśmy tak chwilę, po czym odparła…

< Hayden? >

czwartek, 21 lipca 2016

Od Phil'a

To był mój pierwszy dzień na Ziemi. Dziwnie to brzmi, moim zdaniem. Nie jest nawet tak źle, jak się spodziewałem, pomijając fakt, że na chwilę obecną znam tylko kilku przerażonych imbecylów, którzy kompletnie nie wiedzą co z sobą zrobić. Szedłem lasem w poszukiwaniu... czegoś normalnego. Właściwie to już wracałem z mojego spacerku po lesie i mogę spokojnie powiedzieć, że był on nieudany. Postanowiłem wrócić do warsztatu, żeby popracować jeszcze nad moim motorem, który nadal nie jest w stanie pojechać. W sumie trudno się dziwić, dostałem tylko kilka podstawowych części, więc i tak jest nieźle. Byłem już prawie na miejscu, kiedy usłyszałem brzęk narzędzi. Szybko schowałem się za drzewem. Wyjrzałem tylko delikatnie, lecz nikogo nie zobaczyłem. Mimo wszystko byłem pewien, że ktoś tam jest - w moim warsztacie. Bez chwili zastanowienia wyszedłem z ukrycia. "Przecież nie mam się czego bać" - pomyślałem. Zobaczyłem osobę, z długimi, rudymi włosami. Stała tyłem i najwyraźniej czegoś szukała, chyba... Zrobiłem kilka kroków w bok, żeby lepiej przyjrzeć się jej poczynaniom.
- Czy my się znamy? - zapytałem w końcu, a ona zamarła
- Nie, chyba... - odpowiedziała po chwili, po czym odwróciła się. Wyprostowałem się. Trzeba przyznać, że była niczego sobie ładną dziewczyną, tylko co do cholery robiła u mnie?!
- Mógłbym wiedzieć... - zacząłem.
- Ja już pójdę... - przerwała mi, po czym ruszyła w moją stronę - do wyjścia. Złapałem ją za rękę, kiedy przechodziła koło mnie.
- Na pewno nie teraz - odparłem, po czym przeciągnąłem ją delikatnie do tyłu. - Jestem Phil - przedstawiłem się.
- Ja...
- "Usiłowałam ukraść coś z Twojego warsztatu, przepraszam bardzo" - wszedłem jej ironicznie w słowo, co najwyraźniej się jej nie spodobało.
- Słuchaj, nie zesłali nas tutaj, żebyśmy zawierali przyjaźnie, więc nie obchodzi mnie co o mnie myślisz. W przeciwieństwie do Ciebie, staram się przeżyć i robić to, co do mnie należy, to, co również lubię i do czego zostałam stworzona. Wcale nie muszę się przed Tobą tłumaczyć, więc albo dasz mi dojść do słowa, albo przyrzekam, że więcej mnie nie spotkasz w tak dobrych okolicznościach - oświadczyła. Muszę przyznać, że umie się dziewczyna postawić. Zaimponowała mi tą gadką. Normalnie przywaliłbym jej i zajął się swoimi sprawami i już dawno byłoby po wszystkim, ale po całym dniu z jakimiś maniakami dobrze zrobiłaby mi "rozmowa" z kimś, kto chociaż wydaje się być... Dobra, nie nazwałbym jej normalną, ale przynajmniej "pozytywnie nienormalną". Moją uwagę przykuły piękne zielone oczy, które wyszukiwały w moich odpowiedzi, na pytania dotyczące mojego zachowania.
- Dobrze, a zatem zacznijmy od początku... Jestem Phil, miło mi - uśmiechnąłem się, dobra, nieco ironicznie się uśmiechnąłem, ale uśmiechnąłem...

< Hayden? >
Theme by Violett