poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Od Jace'a cd. RozaliI
Patrzyłem na odchodzącą Rozalię, starając się ignorować rozlewające się w moim sercu poczucie winy.
Mój umysł próbował pocieszać mnie racjonalnymi faktami...
Byłem tylko dzieckiem. Nie mogłem od tak wrócić...
Ale moje serce nadal uparcie trzymało się swojego zdania.
...A może i mogłem.... Prawdą jest, że nie dążyłem do tego... Nie chciałem denerwować ojca, który i tak był rozczarowany faktem, że zniknąłem mu z oczu na obcym i w gruncie rzeczy niebezpiecznym statku.
Jeszcze chwilę temu byłem pewien, że tamta Roza umarła... A teraz. Dosłownie przed sekundą widziałem ją naprzeciwko siebie. Widziałem ją, kiedy próbowała określić w zdaniu wszystkie targające nią emocje. I widziałem ją kiedy się poddała. Kiedy zrozumiała, że określać je znaczy ograniczyć, a przecież jej uczucia były zbyt silne, aby je zamknąć w słowach. I widziałem jak, lalka, która była milczącym świadkiem wszystkiego, co ta dziewczyna przeżyła przez te wszystkie lata, ląduje w błocie. Bo to wszystko przestało się liczyć.
Mój wzrok skierował się na tonącą lalkę.
Zamknąłem oczy, słysząc jak Rozalia wściekłym krokiem się oddala.
-Przepraszam - powiedziałem cicho. "Przepraszam" to tak banalne słowo... "Przepraszam" nie zmieni niczego. Nic nie da. Nie jest żadną rekompensatą. A jednak moje "przepraszam" było czymś więcej niż banalnym słowem. Wlałem w nie wszystkie, targające mną emocje...Cały żal i złość na samego siebie...
Moje "przepraszam" nie znaczyło nic.
Są chwile w których słowa nic nie znaczą. Żadne słowa. Nawet te pochodzące prosto z serca, mające największą wagę i najwięcej emocji. Nic nie znaczą... Bo to tylko słowa.
Nie wiem czy Rozalia mnie usłyszała. Może się zatrzymała. Może nawet coś odpowiedziała... Może nawet stała obok mnie.
A może po prostu ruszyła przed siebie, ignorując wszystko za sobą... Wliczając w to moja osobę.
Nie wiem, ponieważ w tamtej chwili świat zniknął. Zniknęła ziemia, niebo, dźwięki i nawet słońce, którym nie potrafiłem się nacieszyć. Tak naprawdę wszystko to nadal istniało. Nie było już tylko mnie, bo nagle to wszystko, tak jak słowa przestało mieć znaczenie.
Ukucnąłem. Wyciągnąłem tonącą lalkę z błota, schowałem do kieszeni spodni i powolnym krokiem ruszyłem w stronę obozu.
~Roza?
sobota, 27 sierpnia 2016
Od Rozy cd. Jace'a
Spotkali?
O czym on wygaduje? W tej chwili byłam pewna, że on jest jednym z
nich. Miałam ochotę rzucić mu się do gardła za to wszystko, ale
jedynie zacisnęłam zęby. Dalej mówił, a ja starałam się na
niego nie skoczyć. Nerwy mi puściły, gdy wytłumaczył mi jak się
spotkaliśmy. Dopiero teraz sobie to przypomniałam.
Oni
grali w piłkę, a boisko było tak małe, że ja miałam po nią
tylko latać i im podawać. Nic więcej. Stałam przy drzewie, gdy
nasza opiekunka wydłubywała sobie coś z palca. W dłoni wtedy
trzymałam swoją lalkę, której nigdy nie opuściłam. Aż nagle
się zagapiłam. W ogrodzie znalazłam orchidee, czarny kwiat. Był
naprawdę piękny. Tak mnie zahipnotyzował, że nim się obudziłam,
dostałam w twarz. Czerwona dłoń odcisnęła się na mojej twarzy,
ale nie mogłam płakać. Ruda baba tego nienawidziła i za karę
zawsze
gdzieś zamykała. Chociaż w tej chwili uważam, że to by było
lepsze , niż bieganie za nimi. Gdy wrócił jakiś chłopak, który
trzymał w dłoni piłkę, podszedł do mnie i zabrał moją Rebeke.
Tak się nazywała zielona kosmitka. Miał mi jej więcej nie oddać,
miał ją spalić, aż nagle pojawił się jakiś chłopak. Zdawało
mi się, że był nieco starszy, oraz że nie był z tego statku. On
nie mógł być stąd, nigdy go nie widziałam. Po za tym on mi
pomógł, oddał lalkę i się pożegnał. To tyle. Z tego co
pamiętam,
to był jedyny dzień, w którym się... zakochałam? Nie mam pojęcia
czy to było to uczucie. Nigdy nie wiedziałam jak się je odczuwa.
Ale przez pierwszy tydzień miałam nadzieje że wróci, nie mogłam
przestać o nim myśleć. Tym bardziej, że przez ten czas mnie
zostawili w spokoju. Ale im dłużej nie wracał, tym bardziej się
na mnie wyżywali. Dopiero gdy Jace przypomniał mi tą historię,
przypomniałam sobie o szmacianej lalce. Już dawno temu zapomniałam
o tym wspomnieniu, chciałam o nim
zapomnieć
jak o wszystkim innym.
Sięgnęłam
ręką pod spodenki, po czym wyjęłam z nich szmacianą lalkę. Była
ona już tylko materiałem, wełnę już dawno z niej wyprułam.
Także i ten dzień sobie przypomniałam, gdy nie potrafiłam nad
sobą zapanować. Wyobraziłam sobie twarz lalki, jako ich. Wtedy
wydłubałam jej oczy i zastąpiłam guzikami, wyprułam z niej całą
wełnę, zaszyłam usta, obcięłam nogę... Tak. Gdy się ocknęłam
z transu torturowania, które mi się podobało, lalka była już
zniszczona. Teraz to był tylko zielony materiał w
kształcie
lalki, bez nadzienia, z czarnymi guzikowymi oczkami, zaszytymi ustami
czerwoną nicią tak, jakby się uśmiechała, bez jednej nogi, jak i
tylko trzema nitkami wełny na głowie jako jej włosy. Od tamtej
pory bardzo się zmieniła.
-
Pamiętam cię - powiedziałam jak przez żeby, patrząc na tą
szmacianą rzecz. Gdy się na nią patrzyłam, miałam ochotę jej
oberwać głowę. Za co? Nie wiem. Ona była chyba tylko po to, abym
miała się na kim wyżywać. Już nie była moją lalką, ciągle ją
dusiłam, wyrywałam jej coś ze złości jaka mnie ogarniała. I
tyle.
Patrzyłam
an nią zdenerwowanym wzrokiem, ściskałam jej rączkę, a jednak
nie krzyczała. Nie mogła krzyczeć, bo jest tylko głupia lalka.
Marszczyłam brwi gdy na nią patrzyłam.
-
O tym małym chłopcu myślałam każdego dnia mając nadzieje, że
wróci. Gdy się pojawił, przez parę dni miałam spokój. A z
każdym dniem jak się nie pojawiał... - rzuciłam lalkę w błoto i
nie dokończyłam zdania. Spojrzałam na chłopaka. Nie miałam
pojęcia, czy byłam na niego zła, wściekła, czy wdzięczna. Sama
nie wiem... mogłabym być wdzięczna, że dał mi ten tydzień
wolności. Ale mogłabym być także na niego wściekła, że nie
wrócił, a oni wrócili do starych zwyczajów. A może powinnam być
na niego
wku*wiona,
że stoi tu przede mną i mówi o wszystkim jakby nigdy nic?
Patrzyłam
na niego jeszcze przez chwilę zaciskając pięści i zęby. Potem
odwróciłam wzrok na szmatę, która nazywała się Rebeka i miała
być lalką. A on tylko przypominała ta gównianą posturę, gdy to
znikała w błocie. W tej chwili miałam wszystkiego dosyć.
Odwróciłam się na pięcie. Chciałam odejść i już nigdy w życiu
go nie spotkać.
Jace?
Informacja!
Nie ma mnie do końca wakacji, wszystkie opowiadania proszę o wysyłanie na ten adres: iamasongxo@gmail.com
Miłych wakacji pozdrawiam, Lol1908
Miłych wakacji pozdrawiam, Lol1908
Od Jace'a cd. Rozalia
Miałem zamiar odejść i zostawić tą wściekłą dziewczynę w spokoju. Zrobiłem swoje. Wie o Ziemianach... Reszta niewiele mnie obchodzi. Zawróciłem i powolnym, spacerowym krokiem skierowałem się inną drogą w stronę obozu.
Znając życie zapewne dane mi będzie jeszcze powrócić do tej rozmowy. Może jutro? Albo za tydzień? Zabawne, jak nieraz kilka wypowiedzianych zdań może zaprzątnąć czyjeś myśli na długie godzi...
- Skąd możesz wiedzieć, jakie mogę mieć wspomnienia?
"Albo i krócej" - stwierdziłem w myślach, słysząc zadane przez dziewczynę pytanie.
Odwróciłem się, nie próbując nawet ukryć triumfalnego uśmiechu igrającego gdzieś na mojej twarzy.
-Myślałem, że chcesz wrócić do obozu. -powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do Rozalii. Nie byłem nawet pewien czy dziewczyna usłyszała moje słowa. Nie zareagowała na nie. A może zareagowała? Moje myśli zdążyły pobiec w innym kierunku.
Czy powinienem jej powiedzieć prawdę? Czy nie lepiej po prostu uznać, że zgadywałem? Rozalia była dla mnie niczym czarna plama. Nie miałem pojęcia czy mi uwierzy, ani jak zareaguje na nakreśloną przeze mnie historię... A szczerze mówiąc coraz bardziej denerwowały mnie rzucane przez nią komentarze... Z resztą... Gdyby jednak rewolwer wystrzelił, a ja padłbym martwy to Rozalia raczej miałaby małe szanse na poznanie odpowiedzi... Chyba, że potrafi komunikować się ze zwłokami.
Wzruszyłem ramionami, a uśmiech zniknął z mojej twarzy wraz z kolejnym napływem bardziej poważnych myśli.
Przecież z drugiej strony dziewczyna zasłużyła na odpowiedź. Ma pełne prawo znać wszystkie fragmenty swojego życia, nawet jeśli teraz ich nie pamięta. Czy jeśli nie powiem jej całej prawdy naprawdę będę w jakimkolwiek stopniu różnił się od Ricka i reszty tego kółeczka wzajemnej adoracji?
Moje myśli pędziły jak szalone, gryząc się ze sobą, ścierając i wirując.
"Nie powinienem nic wiedzieć o tej dziewczynie." Ciche, pozornie mało istotne stwierdzenie prześlizgnęła się po całym moim umyśle, pozostawiając po sobie ciszę.
Może po raz pierwszy od bardzo długiego czasu warto powiedzieć prawdę? Wprawdzie całkiem prawdopodobne jest przypuszczenie, że Rozalia w nocy poderżnie mi gardło, troszcząc się o to, aby nikt nie poznał jej przeszłości... Ale z dwojga złego... I tak miałem dzisiaj zginąć. Mogę zginąć jutro w nocy. Śmierć raczej nie ucieknie.
Rozalia odwróciła się i z założonymi rękami i zaciśniętą szczęką czekała na moją odpowiedź. No tak...Moje milczenie prawdopodobnie należy do jednej z najbardziej irytujących rzeczy na tej planecie. Zaraz po włosach, które zapewne wszystkim przeszkadzają, bo dziwnym trafem ich temat pojawia się w każdej rozmowie.
"Panie i panowie dziś po raz pierwszy w historii Jace Befray zamierza powiedzieć tylko prawdę. Witamy na Ziemi."
Cicho westchnąłem, podchodząc do Rozalii. Przeboleję kolejną porcję jej docinek.
- Można powiedzieć, że już się poznaliśmy - powiedziałem, rozpoczynając tym samym moją krótką opowieść.
~Roza? (brak weny, wybacz)
Znając życie zapewne dane mi będzie jeszcze powrócić do tej rozmowy. Może jutro? Albo za tydzień? Zabawne, jak nieraz kilka wypowiedzianych zdań może zaprzątnąć czyjeś myśli na długie godzi...
- Skąd możesz wiedzieć, jakie mogę mieć wspomnienia?
"Albo i krócej" - stwierdziłem w myślach, słysząc zadane przez dziewczynę pytanie.
Odwróciłem się, nie próbując nawet ukryć triumfalnego uśmiechu igrającego gdzieś na mojej twarzy.
-Myślałem, że chcesz wrócić do obozu. -powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do Rozalii. Nie byłem nawet pewien czy dziewczyna usłyszała moje słowa. Nie zareagowała na nie. A może zareagowała? Moje myśli zdążyły pobiec w innym kierunku.
Czy powinienem jej powiedzieć prawdę? Czy nie lepiej po prostu uznać, że zgadywałem? Rozalia była dla mnie niczym czarna plama. Nie miałem pojęcia czy mi uwierzy, ani jak zareaguje na nakreśloną przeze mnie historię... A szczerze mówiąc coraz bardziej denerwowały mnie rzucane przez nią komentarze... Z resztą... Gdyby jednak rewolwer wystrzelił, a ja padłbym martwy to Rozalia raczej miałaby małe szanse na poznanie odpowiedzi... Chyba, że potrafi komunikować się ze zwłokami.
Wzruszyłem ramionami, a uśmiech zniknął z mojej twarzy wraz z kolejnym napływem bardziej poważnych myśli.
Przecież z drugiej strony dziewczyna zasłużyła na odpowiedź. Ma pełne prawo znać wszystkie fragmenty swojego życia, nawet jeśli teraz ich nie pamięta. Czy jeśli nie powiem jej całej prawdy naprawdę będę w jakimkolwiek stopniu różnił się od Ricka i reszty tego kółeczka wzajemnej adoracji?
Moje myśli pędziły jak szalone, gryząc się ze sobą, ścierając i wirując.
"Nie powinienem nic wiedzieć o tej dziewczynie." Ciche, pozornie mało istotne stwierdzenie prześlizgnęła się po całym moim umyśle, pozostawiając po sobie ciszę.
Może po raz pierwszy od bardzo długiego czasu warto powiedzieć prawdę? Wprawdzie całkiem prawdopodobne jest przypuszczenie, że Rozalia w nocy poderżnie mi gardło, troszcząc się o to, aby nikt nie poznał jej przeszłości... Ale z dwojga złego... I tak miałem dzisiaj zginąć. Mogę zginąć jutro w nocy. Śmierć raczej nie ucieknie.
Rozalia odwróciła się i z założonymi rękami i zaciśniętą szczęką czekała na moją odpowiedź. No tak...Moje milczenie prawdopodobnie należy do jednej z najbardziej irytujących rzeczy na tej planecie. Zaraz po włosach, które zapewne wszystkim przeszkadzają, bo dziwnym trafem ich temat pojawia się w każdej rozmowie.
"Panie i panowie dziś po raz pierwszy w historii Jace Befray zamierza powiedzieć tylko prawdę. Witamy na Ziemi."
Cicho westchnąłem, podchodząc do Rozalii. Przeboleję kolejną porcję jej docinek.
- Można powiedzieć, że już się poznaliśmy - powiedziałem, rozpoczynając tym samym moją krótką opowieść.
~Roza? (brak weny, wybacz)
czwartek, 25 sierpnia 2016
Od Jenny cd: Clay'a
Kiedy usłyszałam, że Clay mi pomoże byłam prze szczęśliwa. Z jednej strony dlatego, że jest nadzieja na ratunek, a z drugiej przez to, że jest ktoś, kto mnie rozumie. I pierwszy raz poczułam się w miarę bezpiecznie na tej planecie. Widziałam w jego oczach, że nie będzie to dla niego łatwe. Dotrzeć do Bellamy’ego jest trudno, a co dopiero w takiej kwestii.
- Nawet nie wiesz jaka jestem ci wdzięczna.- powiedziałam z nutką ekscytacji w głosie i posłałam mu serdeczny uśmiech.
Z każdą chwilą jednak moje pozytywne odczucia zaczęły przeradzać się w wątpliwości. Szybkie zderzenie z rzeczywistością po chwili uniesienia. Zaczęła odzywać się we mnie w końcu realistka. Bałam się, że trud tego zadania mnie przytłoczy, w końcu to ja byłam tą, która chce narazić życie ocalałych dla kilku porwanych ludzi.
- Zdaję sobie sprawę, że kładę cię w trudnym położeniu i przepraszam za to, ale ryzyko może się opłacić.- czułam ogromne wyrzuty sumienia przez to, że go w to wciągam.- Pamiętaj, że jestem z tobą i możesz na mnie liczyć. Jakbyś czegoś potrzebował, powiedz, a postaram się to załatwić. Mam u ciebie wielki dług.- nie chciałam go pozostawiać samego na pastwę przywódcy. Jako pojedyncze jednostki nic przecież nie zdziałamy, a stwierdziłam, że miło jest mieć w kimś oparcie. Wydawało mi się, że ja miałam. Chyba zbyt szybko ufam ludziom, ale czasami nie jest to nic złego.
- Porozmawiam z Bellamym, gdy tylko się z nim zobaczę. Obiecuję.
Po tych słowach zdecydowanie odetchnęłam. Uściskałam go mocno i skierowałam się w stronę swojego namiotu.
Clay?
- Nawet nie wiesz jaka jestem ci wdzięczna.- powiedziałam z nutką ekscytacji w głosie i posłałam mu serdeczny uśmiech.
Z każdą chwilą jednak moje pozytywne odczucia zaczęły przeradzać się w wątpliwości. Szybkie zderzenie z rzeczywistością po chwili uniesienia. Zaczęła odzywać się we mnie w końcu realistka. Bałam się, że trud tego zadania mnie przytłoczy, w końcu to ja byłam tą, która chce narazić życie ocalałych dla kilku porwanych ludzi.
- Zdaję sobie sprawę, że kładę cię w trudnym położeniu i przepraszam za to, ale ryzyko może się opłacić.- czułam ogromne wyrzuty sumienia przez to, że go w to wciągam.- Pamiętaj, że jestem z tobą i możesz na mnie liczyć. Jakbyś czegoś potrzebował, powiedz, a postaram się to załatwić. Mam u ciebie wielki dług.- nie chciałam go pozostawiać samego na pastwę przywódcy. Jako pojedyncze jednostki nic przecież nie zdziałamy, a stwierdziłam, że miło jest mieć w kimś oparcie. Wydawało mi się, że ja miałam. Chyba zbyt szybko ufam ludziom, ale czasami nie jest to nic złego.
- Porozmawiam z Bellamym, gdy tylko się z nim zobaczę. Obiecuję.
Po tych słowach zdecydowanie odetchnęłam. Uściskałam go mocno i skierowałam się w stronę swojego namiotu.
Clay?
wtorek, 23 sierpnia 2016
Od Rozy cd: Jace'a
Patrzyłam na niego jak na idiotę. W ogóle o czym on mówił? To tak, jakby znał moje wspomnienia, życie. Ale jakim cudem? Chyba że... on jest jednym z nich. Przez całe życie starałam się zapomnieć twarze tych wstrętnych bachorów i udało mi się. Może on jest jednym z nich? Może to on mnie bił? Haratał nożem? Albo gwałcił? Gdy tylko w mojej głowie pojawiła się taka możliwość, poczułam jak moja agresja wobec niego wzrasta. Teraz miałam okazję się na nim zemścić, chociaż nie byłam do końca pewna, czy on jest jednym z nich. Ale jeśli nie, to skąd mógł znać moją sytuację życiową? No właśnie, skąd? A może ktoś mu powiedział? Ale po co? Żeby mnie wyśmiać? Nie rozumiałam go w żadnym procencie. Opierał się czubkiem głowy o tą cholerną lufę i wyglądał, jakby chciał śmierci. Uśmiechał się miło, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło. W tamtej chwili wzięłam go po prostu za psychopatę i tyle. Takich ludzi nie brak na ziemi, ani w kosmosie. Dalej trzymałam palec na spuście i próbowałam zrozumieć jego słowa. Jednak mi się nie udało. A do tego tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwował. Dlaczego? Pierwszym powodem było to, że go nie rozumiałam. A drugim w sumie ważniejszym faktem było to, że on mógł być jednym z nich. Ta myśl tylko zagotowała krew w moich żyłach.
- Jesteś idiotą i nie mam pojęcia o czym mówisz - powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Za nim zdążył cokolwiek odpowiedź, nacisnęłam spust.
Nic. Jedynie głuche kliknięcie. Nacisnęłam jeszcze parę razy, ale zero. Pustka. Magazynem w rewolwerze był pusty.
- Ku*wa! - przeklęłam głośno i wyraźnie.
Chwyciłam w druga rękę broń, odsuwając ją od jego twarzy. Zaczęłam nim uderzać o własną rękę i ciągle naciskając spust. Niestety on był pusty. Co jakiś czas powtarzałam przekleństwa kierowane do tego przedmiotu, a chłopak patrzył się na mnie rozbawiony.
- Jest pusty - odparł jakby nigdy nic.
Spojrzałam na niego zirytowana.
- Ku*wa. A ja myślałam, że zestrzeliłam cię, bo był pełny - odparłam sarkastycznie, a oczami pełnych nienawiści. Patrzyłam na niego właśnie z nienawiścią, bo w głowie ciągle miałam tą myśl, że on jest od nich. Przede mną stoi ktoś, kto zrył mi już dawno psychikę. A ja nie mogę się na nim zemścić. Nie mogę go zabić, bo czym? Moja ostatnia broń padła i rzygała pustką.
W końcu schowałam rewolwer do kieszeni i zrezygnowana stwierdziłam, że Jace jeszcze sobie pożyje. Ten cholerny długowłosy blondyn... długie, blond włosy... Nie kojarzę. Kto miał takie włosy? Mimo iż zapomniałam ich twarzy, to jednak zapamiętałabym te wyróżniające się włosy... W moim umyśle zaczęły pojawiać się pewne wątpliwości. Jeśli on nie jest od nich, to skąd wie, co mam w głowie? Jakie wspomnienia? A może on tylko zgaduje?
Patrzyłam się na niego pustym wzrokiem, który jednak był przepełniony nienawiścią. Ale on tego nie wiedział, przez okulary, które zasłaniały moje oczy. Gdy patrzyłam na niego, zaciskałam zęby, jak i pięści, aby się na niego nie rzucić.
- Masz szczęście - powstrzymałam się od wszelkich obelg, po czym całkowicie zdenerwowana odeszłam z tego miejsca.
Odwróciłam się napięcie i skierowałam się ku mojemu celu, którego nie znałam. Nie obchodzili mnie jacyś Ziemianie, którzy zbliżali się do obozu. Co to miało ze mną wspólnego? To, że jestem tam jako mechanik na zlecenia ludzi, nie znaczy, że będę bronić ich. Mają ręce i nogi, więc sobie poradzą. A ja? Ja tym bardziej, gdyż nawet nie spędzam czasu w tym cholernym miejscu. Jedynie zatrzymuje mnie tak jakieś zlecenie naprawy. Ale dzięki temu, że nie jestem tam jedynym mechanikiem, mam więcej wolnego. I dobrze.
Nagle się zatrzymałam. Nie rozumiałam dalej jego słów. Co chciał przez to powiedzieć? To tak, jakby znał moje okrutne życie, które mnie zmieniło... Ale jakim cudem? Były tylko trzy możliwości. Pierwsza była taka, że ktoś mu powiedział. Ale w obozie nie spotkałam nikogo, kto by się mną interesował. Chyba, że ja o czym nie wiem. Drugim faktem było to, że on do nich należał. Że był z tego statku co ja i on także się nade mną wyżywał. Ale nie pamiętam tych włosów. Ostatnią i chyba najbardziej prawdopodobną myślą jest to, że o po prostu zgaduje. I tyle. Uważa, ze zna się na ludziach i zna mój przypadek. Gdy się zatrzymałam, spojrzałam na niego tylko kątem oka.
- Skąd możesz, jakie mogę mieć wspomnienia? - zadałam mu to pytanie. Musiałam to wiedzieć. Jeśli jest jednym z nich, zabije go. A jeśli dowiedział się tego od kogoś, muszę się dowiedzieć kim jest ta osoba. A jeśli zgadywał, to jest w tym nie zły. Jedynie zaprzeczę, wyśmieje go, że jest debilem i odejdę.
<Jace?>
- Jesteś idiotą i nie mam pojęcia o czym mówisz - powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Za nim zdążył cokolwiek odpowiedź, nacisnęłam spust.
Nic. Jedynie głuche kliknięcie. Nacisnęłam jeszcze parę razy, ale zero. Pustka. Magazynem w rewolwerze był pusty.
- Ku*wa! - przeklęłam głośno i wyraźnie.
Chwyciłam w druga rękę broń, odsuwając ją od jego twarzy. Zaczęłam nim uderzać o własną rękę i ciągle naciskając spust. Niestety on był pusty. Co jakiś czas powtarzałam przekleństwa kierowane do tego przedmiotu, a chłopak patrzył się na mnie rozbawiony.
- Jest pusty - odparł jakby nigdy nic.
Spojrzałam na niego zirytowana.
- Ku*wa. A ja myślałam, że zestrzeliłam cię, bo był pełny - odparłam sarkastycznie, a oczami pełnych nienawiści. Patrzyłam na niego właśnie z nienawiścią, bo w głowie ciągle miałam tą myśl, że on jest od nich. Przede mną stoi ktoś, kto zrył mi już dawno psychikę. A ja nie mogę się na nim zemścić. Nie mogę go zabić, bo czym? Moja ostatnia broń padła i rzygała pustką.
W końcu schowałam rewolwer do kieszeni i zrezygnowana stwierdziłam, że Jace jeszcze sobie pożyje. Ten cholerny długowłosy blondyn... długie, blond włosy... Nie kojarzę. Kto miał takie włosy? Mimo iż zapomniałam ich twarzy, to jednak zapamiętałabym te wyróżniające się włosy... W moim umyśle zaczęły pojawiać się pewne wątpliwości. Jeśli on nie jest od nich, to skąd wie, co mam w głowie? Jakie wspomnienia? A może on tylko zgaduje?
Patrzyłam się na niego pustym wzrokiem, który jednak był przepełniony nienawiścią. Ale on tego nie wiedział, przez okulary, które zasłaniały moje oczy. Gdy patrzyłam na niego, zaciskałam zęby, jak i pięści, aby się na niego nie rzucić.
- Masz szczęście - powstrzymałam się od wszelkich obelg, po czym całkowicie zdenerwowana odeszłam z tego miejsca.
Odwróciłam się napięcie i skierowałam się ku mojemu celu, którego nie znałam. Nie obchodzili mnie jacyś Ziemianie, którzy zbliżali się do obozu. Co to miało ze mną wspólnego? To, że jestem tam jako mechanik na zlecenia ludzi, nie znaczy, że będę bronić ich. Mają ręce i nogi, więc sobie poradzą. A ja? Ja tym bardziej, gdyż nawet nie spędzam czasu w tym cholernym miejscu. Jedynie zatrzymuje mnie tak jakieś zlecenie naprawy. Ale dzięki temu, że nie jestem tam jedynym mechanikiem, mam więcej wolnego. I dobrze.
Nagle się zatrzymałam. Nie rozumiałam dalej jego słów. Co chciał przez to powiedzieć? To tak, jakby znał moje okrutne życie, które mnie zmieniło... Ale jakim cudem? Były tylko trzy możliwości. Pierwsza była taka, że ktoś mu powiedział. Ale w obozie nie spotkałam nikogo, kto by się mną interesował. Chyba, że ja o czym nie wiem. Drugim faktem było to, że on do nich należał. Że był z tego statku co ja i on także się nade mną wyżywał. Ale nie pamiętam tych włosów. Ostatnią i chyba najbardziej prawdopodobną myślą jest to, że o po prostu zgaduje. I tyle. Uważa, ze zna się na ludziach i zna mój przypadek. Gdy się zatrzymałam, spojrzałam na niego tylko kątem oka.
- Skąd możesz, jakie mogę mieć wspomnienia? - zadałam mu to pytanie. Musiałam to wiedzieć. Jeśli jest jednym z nich, zabije go. A jeśli dowiedział się tego od kogoś, muszę się dowiedzieć kim jest ta osoba. A jeśli zgadywał, to jest w tym nie zły. Jedynie zaprzeczę, wyśmieje go, że jest debilem i odejdę.
<Jace?>
Od Clay'a cd: Jenny
- Nic nie można zrobić, rozumiesz?! Oni są od nas silniejsi i mają broń, której my nie rozumiemy, pamiętasz? Przecież widziałaś Ziemianina, którego zastrzelili! - Gdy zobaczyłem tę bezsilność wypisaną na jej twarzy, poczułem się podle. - Przepraszam, ale mam zawiązane ręce. Bellamy zabronił nam podejmować jakichkolwiek działań bez jego wiedzy.
- Czy Bellamy o tym z wami rozmawiał?
- Nie mówił nam tego w twarz, ale tak, rozmawiał – westchnąłem.
- Czyli mógłbyś z nim porozmawiać, tak? - bezsilność zmieniła się w nadzieję i determinację.
- Jenna, ja...
- Clay, proszę! Nie wyobrażasz sobie, ile to dla mnie znaczy... A co jeśli ci wszyscy porwani ludzie żyją? Albo ukrywają się w lesie, otoczeni Ziemianami albo Ludźmi z Gór i czekają na naszą pomoc? A może...
- Dobrze! Porozmawiam z nim...
- Dziękuję! - przytuliła mnie mocno, kładąc mi swoje ręce na biodrach. Ja objąłem ją na wysokości barków.
Staliśmy na chwilę, dopóki nie zrobiło się niezręcznie. Odsunęliśmy się od siebie i równocześnie na naszych ustach pojawił się uśmiech. Jej był szczery i niezaprzeczalnie prawdziwy, a mój wyrażał obawę przed próbą przekonania Bellamy'ego, żeby jeszcze raz spróbować poszukać zaginionych...
Jenna?
Subskrybuj:
Posty (Atom)