wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Jace'a cd: Rozy

Patrzyłem przez chwilę na broń w ręce dziewczyny. Nie drżała... W tamtej chwili uświadomiłem sobie, że Roza naprawdę mogłaby mnie zabić. Że mogę zginąć... Tylko czy perspektywa śmierci naprawdę miała jakieś znaczenie?
Zamiast rozsądnego strachu w moim sercu narodził się smutek. Współczucie. Przed oczami wciąż miałem widok małej Rozalii, trzymającej w ręce kawałek szmatki i patrzącej na mnie, kiedy znikałem w korytarzu. Może pomyślała wówczas, że wrócę? Tamta Roza umarła. Zniknęła tak, jak znikają wspomnienia w dziurach pamięci. Zabiła ją niebieskowłosa Rozalia, która teraz stoi przede mną. Możliwe, że zabiła ją tym samym rewolwerem.
Niespodziewanie smutek został wyparty przez gniew, który niczym morska fala rozlał się po całym moim ciele. Co się stało? Co ONI jej zrobili? Przekierowałem jednak całą złość na kogoś innego. Na siebie. Przez cholerne osiem lat nie raczyłem zainteresować się tą sprawą. Osiadłem na laurach, nigdy więcej nie zastanawiając się nad losem dziewczyny. Przecież... Wystarczyło powiedzieć cokolwiek...Komukolwiek. Chociażby mojemu ojcu. Evan miał w sobie dość charyzmy i desperacji, aby pomóc każdemu, kto pomocy potrzebował. Ale Evan nigdy nie miał szans nikomu pomóc...Nigdy o niczym się nie dowiedział.
A ja... Nie zrobiłem nic... Nic co mogłoby zmienić bieg wydarzeń. To ja stałem się czarnym charakterem w całej historii Rozalii. Nie inne dzieciaki. Nie niereagująca długonosa kobieta... Ja.
Teraz konsekwencja moich działań stała przede mną celując rewolwerem w moją głowę. I może właśnie na tym polega płacenie za swoje błędy? Może nasze niedokończone działania, niczym niedociągnięcia w nas samych będą nas prześladować przez całe życie. A może...
Spojrzałem ponownie na rewlower, po czym mój wzrok prześlizgnął się na palce dziewczyny, bawiące się spustem. Spojrzałem na jej wyciągniętą rękę, niebieskie włosy i oczy, które teraz zasłoniła pod ciemnymi okularami.
Zrobiłem powolny krok do przodu, pozwalając aby lufa broni dotknęła mojej głowy.
- Moja śmierć będzie bezsensowna. Nie zmieni, ani nie zatrzyma biegu wydarzeń. Nie usunie wspomnień, które chcesz zapomnieć. Ale...Prędzej czy później i tak wszyscy tutaj zginiemy... Dlaczego nie zakończyć tego teraz? - naparłem delikatnie czołem na rewolwer, szczerze się uśmiechając. - Właściwie to chciałem tylko cię ostrzec przed Ziemianami. Jest ich wielu... I są coraz bliżej obozu. - puściłem oko do dziewczyny. -Teraz możesz strzelać.
~Rozalia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Theme by Violett